Historia - Skoki narciarskie rozgrywane są od pierwszych Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Chamonix w 1924 r © skokinarciarskie.com.pl Historia - Skoki narciarskie rozgrywane są od pierwszych Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Chamonix w 1924 r © skokinarciarskie.com.pl
Aktualnie jesteś:  skokinarciarskie.com.pl Igrzyska Olimpijskie Historia

Historia

Skoki narciarskie rozgrywane są od pierwszych Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Chamonix w 1924 r. Aż do igrzysk w Squaw Valley w roku 1960 rozgrywany w programie olimpijskim był tylko jedenkonkurs na dużej skoczni. Od 1964 r. i igrzysk w austriackim Innsbrucku rozgrywano dwa - na skoczni średniej i dużej, najpierw na skoczniach K70 i K 90, a obecnie K 90 i K 120. W roku 1988 na Zimowej Olimpiadzie w Calgary dodano jeszcze konkurs drużynowy. Marzeniem każdego skoczka jest olimpijskie złoto, a tytuł mistrza olimpijskiego jest cenniejszy niż sam medal wykonany z tak cennego kruszcu. Oznacza coś więcej - przejście do historii światowego narciarstwa.


Liczyła się wszechstronność

W latach 1924 - 36 skoki narciarskie zdominowali zawodnicy z Norwegii. Pierwszym z nich był Thorleif Haug. Został on "królem nart" i bohaterem I Zimowych Igrzysk, rozegranych w lutym 1924 r. w Chamonix. Zwyciężył prawie we wszystkich konkurencjach - biegu na 18 km, morderczym maratonie narciarskim na 50 km i w kombinacji norweskiej. Jak widać powszechna była w tym okresie wszechstronność zawodników, którzy oprócz skoków startowali w biegach narciarskich i konkurencjach alpejskich. Specjalizacja rozpoczęła się dopiero w latach pięćdziesiątych.
Tylko w skokach Haug uległ swoim znakomitym rodakom - Jacobowi Thullin Thamsovi i Narva Bonna. Thams został pierwszym mistrzem olimpijskim w historii skoków narciarskich i zwyciężył po dwóch równych skokach na odległość 49 metrów. Narve Bonna miał 47,5 i 49 m, a trzeci Haug dwa skoki po 44 metry. W Chamonix startowali też Polacy - Andrzej Krzeptowski i Franciszek Bujak. Krzeptowski był 21 w konkursie skoków, na 27 startujących, a Bujak w czasie treningu miał tak ciężki upadek, że już nie wystartował. Tak wypadła inauguracja polskich skoczków.
Bohaterem skoczni olimpijskiej w St. Moritz, podczas II Zimowych Igrzysk 1928 r., był kolejny Norweg Alf Andersen, który zwyciężył po skokach na 60 i 64 metry. Drugi był Sigmund Ruud, po skokach na 57,5 i 62,5 m. Był to pierwszy z trójki słynnych braci Ruudów, a trzecie miejsce zajął zawodnik z Czechosłowacji - Rudolf Purkert (57 i 59,5 m). Jego medal na długie lata pozostał jedynym wydartym Skandynawom w konkurencji narciarskich lotów. Najlepszy z polskich skoczków - Aleksander Rozmus (SN PTT Zakopane) zajął 25 miejsce. Zawodnicy skakali w tym okresie stylem "telemarkowym", stopniowo zwiększając wychylenie do przodu. Dało to podwaliny pod nowy styl skakania na nartach, zwany "aerodynamicznym.

Era Birgera Ruuda

Był "królem skoczni" całego świata przez ponad 10 lat. Birger Ruud urodził się 23 listopada w 1911 r. w Kongsbergu w Norwegii. Z sympatii dla swojej rodzinnej miejscowości zawsze startował w czapce z przyszytą do niej literą "K", jak Kongsberg. Skakał pięknie stylowo i bardzo daleko. Zresztą nie tylko on, gdyż świetnymi skoczkami i olimpijczykami byli także jego bracia - starszy Sigmund (ur. 30 grudnia 1907 r. w Kongsbergu), który zwyciężył skoki w Zakopanem podczas mistrzostw świata w 1929 r., oraz młodszy Asbjoern (ur. 6 października 1920 r. w Kongsbergu), toczący pasjonujące pojedynki na skoczniach Polski, Norwegii i Finlandii z naszym Stanisławem Marusarzem i innymi wielkimi skoczkami
To właśnie Ruud, jako jeden z pierwszych skoczków, stopniowo wyeliminował ruchy rąk w powietrzu. Wykonywał dwa lub trzy płynne ruchy rąk, a po osiągnięciu wysokiego pułapu lotu przenosił je płynnym ruchem do przodu. Styl ten nazywano później lotem "jaskółki". Birger Ruud był mistrzem olimpijskim w skokach w 1932 r . w Lake Placid oraz powtórzył ten sukces w 1936 r. w Garmisch-Partenkirchen. Wszyscy sędziowie wysoko nagrodzili kunszt jego skoków i w latach 30. i 40. Ruud był wzorem do naśladowania dla skoczków narciarskich z całego świata.
Olimpijski konkurs skoków w Lake Placid (1932) odbywał się w fatalnych warunkach. Na zeskoku utworzyło się spore jeziorko z wytopionego śniegu i błota, w którym lądowali zawodnicy. W tak trudnych warunkach liczyła się technika, którą pokazali Norwegowie. Ruud uzyskał 66,5 i 69 m i został mistrzem olimpijskim, przed swymi rodakami - Hansem Beckiem (skoki 71,5 i 63,5 m) i Kaare Wahlbergiem (62,5 i 64 m). Spośród Polaków najlepszy był Bronisław Czech, który zajął 12 miejsce, a 17 lokatę wywalczył debiutujący na Zimowych Igrzyskach Stanisław Marusarz, który miał wtedy 19 lat.
Zimowe Igrzyska w Garmisch-Partenkirchen (1936) miały zasłynąć z tego, że olimpijski konkurs skoków oglądało aż 150 tysięcy kibiców, co było absolutnym rekordem w historii zawodów olimpijskich. Wśród faworytów, obok braci Ruud i pozostałych Norwegów, Szweda Erikssona i Bradla był wymieniany zawodnik z Zakopanego - Stanisław Marusarz. Walczył z najlepszymi na świecie jak równy z równym. W pierwszym skoku uzyskał 73 metry, a w drugim jeszcze więcej - 75,5 metra i zajął piąte miejsce. Aż do czasów Wojciecha Fortuny był to najlepszy wynik polskiego skoczka. Mistrzem olimpijskim po raz drugi został Birger Ruud (skoki 75 i 74,5 m). Zaraz za nim był Szwed Eriksson, po najdłuższych w konkursie skokach na 76 metra. Ruud pokonał go tylko o 1,5 punktu. Mimo, że miał krótsze skoki od Szweda, to sędziowie znacznie wyżej ocenili jego styl. Brązowy medal zdobył Norweg Reidar Andersen (74, 75 m).
Oprócz wyczynów sportowych Ruud zasłynął jako trener grupy zawodników, nazywanych "chłopcami z Kongsbergu". Zwracał uwagę na przygotowanie akrobatyczne zawodników oraz na styl ich skoków. W czasie II wojny światowej za udział w zakazanych przez najeźdźcę zawodach w skokach narciarskich został na okres pół roku osadzony w obozie koncentracyjnym pod Oslo przez kolaborantów.
W 1948 r. odbywały się Zimowe Igrzyska w St. Moritz. Początkowo w Norweskim Związku Narciarskim nie brano go pod uwagę w momencie ustalania składu norweskiej ekipy. Jednak Ruud przyjechał do Szwajcarii na zaproszenie organizatorów igrzysk i podczas otwarcia skoczni olimpijskiej oddał wyjątkowo długi i piękny stylowo skok. Maarian Woyna-Orlewicz wspomina: - Szwajcarzy ciągle poprawiali próg skoczni olimpijskiej, aż w końcu wysłali telegram do Birgera Ruuda, by przyjechał do Szwajcarii obejrzał tę skocznę. Birger rzeczywiście przyjechał oddał wtedy piękny skok, jeden z najpiękniejszych najdłuższych. Wtedy Norwegowie postanowili, że należy włączyć go do kadry. Wówczas został włączony do reprezentacji Norwegii i zdobył swój kolejny olimpijski medal, tym razem srebrny, za rodakiem - Peterem Hugstedtem. Oddał skoki na 64 i 67 metrów. Trzeci był Thorleif Schjeldrup z Norwegii (64 i 67 m). Z Polaków 27 był Stanisław Marusarz, a 33 Jan Kula. Birger Ruud był trzykrotnym olimpijczykiem (1932, 1936, 1948), zdobył trzy medale olimpijskie (2 medale złote i 1 srebrny), zdobył też 5 medali na Mistrzostwach Świata (1931 - Oberhof - złoto, 1935 - Szczyrbskie Jezioro - złoto, 3 kombinacja alpejska, 1937 - Chamonix - złoto, 1939 - Zakopane - 2 skoki. Zwyciężył w wielkich zawodach w narciarstwie klasycznym w Holmenkollen (1934) i w Lahti (1939). Reprezentował barwy klubu S.C. Drammen. Warto dodać, że był rekordzistą skoczni na Krokwi - 81,5 m (1939). Z kolei Sigmund przez wiele lat pracował w Komisji Skoków FIS. Po zakończeniu kariery sportowej założył Muzeum Narciarstwa w rodzinnym Kongsbergu, gdzie pokazywane są także jego wspaniałe sportowe trofea.

Norwegowie kontra Finowie

Kolejne Zimowe Igrzyska Olimpijskie rozegrano w stolicy światowego narciarstwa - Norwegii. Olimpijski ogień przyniesiono do Oslo z gór Telemarku, gdzie urodził się pionier narciarskich skoków Sondre Nordheim. 22 lutego 1952 r. prawie 180 tysięcy widzów oglądało olimpijski konkurs na skoczni w Holmenkollen. Tym razem w skokach nie wystartował przedwojenny mistrz - Birger Ruud, który na skoczni "Hannibal" w rodzinnym Kongsbergu złamał obojczyk. Punkt krytyczny olimpijskiego obiektu wynosił 71 m. Najlepsi skakali w granicach rekordu - Norweg Thorbjoern Falkanger miał 68 m, jego rodak Arnfinn Bergmann o pół metra mniej. W drugiej serii 68 m osiągnął Bergmann i on został mistrzem olimpijskim przed Falkangerem, a brązowy krążek przypadł zawodnikowi szwedzkiemu - Karlowi Halmstromowi (miał skoki o długości 67 i 65,5 m). W konkursie wzięło udział czterech Polaków: 24 był Antoni Wieczorek, 27 - Stanisław Marusarz, 33 - Jakub Węgrzynkiewicz i 39 - Leopold Tajner.
Po okresie zdecydowanej dominacji Norwegów "przebudzili" się Finowie. Wprowadzili oni zmiany w stylu narciarskich skoków. Stopniowo wyeliminowali pracę rąk w powietrzu. Podczas treningów położyli główny nacisk na moment odbicia. Na wyniki nie trzeba było długo czekać. Podczas Zimowych Igrzysk w Cortinie d Ampezzo (1956), najlepszy na skoczni "Italia" okazał się Fin Antti Hyvärinen (skoki 81 i 84 m), przed swym rodakiem Aulisem Kallakorpi 83,5 i 80,5 m) i Harry Glassem z NRD (83,5 i 80,5 m). Hyvärinen zapewnił sobie zwycięstwo długim bardzo drugim skokiem na odległość 84 m. Z Polaków najlepiej spisał się Władysław Tajner (16 miejsce), Andrzej Gąsienica-Daniel był 20, 25 Roman Gąsienica-Sieczka. Warto dodać, że honoru otwarcia olimpijskiego konkursu dostąpił Stanisław Marusarz. To były już jego piąte Zimowe Igrzyska!
Norwegowie, którzy pozostali przy stylu zademonstrowanym w 1952 r. w Oslo ponieśli zdecydowaną porażkę. Natomiast Finowie nadal pracowali nad odbiciem i nad zwiększeniem wychylenia w drugiej fazie lotu. Było to apogeum stylu aerodynamicznego. Zwłaszcza najlepszy skoczek Finlandii - Matti Piettikainen demonstrował nowy styl skoku, wyeliminował pracę rąk podczas lotu i zaraz po odbiciu przenosił ramiona do tyłu i w tej pozycji utrzymywał je aż do momentu kulminacyjnego lotu, a następnie przenosił je wyprostowane lekko w przód i w bok. Takie ułożenie ramion pomagało zachować równowagę podczas lądowania.

Orzeł Turyngii najlepszy w Squaw Valley

W tym okresie zarysował się bardzo duży postęp w skokach narciarskich. Do walki ze Skandynawami włączyli się skoczkowie z ZSRR, Czechosłowacji, Austrii, Szwajcarii, Polski, a szczególnie z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Wśród nich najlepszy okazał się Helmut Recknagel, zwany w prasie sportowej "orłem Turyngii".
Skakał pięknie stylowo i bardzo daleko, a przy tym świetnie technicznie. Po wybiciu z progu trzymał ręce wzdłuż ciała aż do momentu osiągnięcia punktu kulminacyjnego. Wtedy wyciągał je przed siebie. Pochodzący z Turyngii Helmut Recknagel został mistrzem olimpijskim ze Squaw Valley (1960), po skokach na 93,5 i 84,5 m, przed Finem Niilo Halonenem (92.5 i 83,5 m) i Otto Leodolterem z Austrii (88,5 i 83,5 m). Recknagel był pierwszym, który wyrwał złoty medal olimpijski zawodnikom skandynawskim.
Recknagel był też mistrzem świata na Wielkiej Krokwi w Zakopanem i trzykrotnym zwycięzcą Turnieju Czterech Skoczni. Był też pierwszym skoczkiem spoza Norwegii, który wygrał zawody w Holmenkollen (1957). Był z zawodu weterynarzem, a obecnie założył w Niemczech własną niedużą firmę.

Innsbrucku i Grenoble

Podczas Zimowych Igrzysk w Innsbrucku (1964) zdecydowanych faworytów do olimpijskiego złota nie było. Na skoczni średniej najdalej skakał Fin Veikko Kankkonen (80 i 79 m) ale tuż za nim było dwóch świetnych skoczków z Norwegii - Toralf Engan (79 i 79 m) i Torgeir Brandtzaeg. Na dużej skoczni zwycięzcą okazał się Engan. Oddał skoki na 93,5 i 90, 5 m, które dały mu olimpijskie złoto. Do walki o czołowe lokaty włączył się uzdolniony Polak - Józef Przybyła, zwany w krajowej prasie sportowej "beskidzkim jastrzębiem". Oddał dwa ładne skoki - 92, 87,5 m, ale niestety, trzeci - na 74,5 m, był za krótki, by marzyć o wyższej lokacie. Jego dziewiąte miejsce na skoczni "Bergisel" było jednak potwierdzeniem przynależności do światowej czołówki.
Także podczas Zimowych Igrzysk w Grenoble (1968) faworytów do medalu było przynajmniej kilku. Fachowcy najbardziej liczyli na świetnego Norwega - Bjoerna Wirkolę. Niespodzianką był złoty medal na skoczni siedemdziesięciometrowej, zdobyty przez skoczka z Czechosłowacji Jiři Raąkę, przed Austriakami - Bachlerem i Preimlem. Do sensacji doszło także na dużym obiekcie, gdzie zwyciężył zawodnik ZSRR Władimir Biełousow. W pierwszej kolejce osiągnął 101,5 m, a w drugiej 98,5 m. Po raz pierwszy w historii Zimowych Igrzysk Olimpijskich skoczek narciarski przekroczył granicę 100-metrów. Z polskich skoczków ponownie najlepiej zaprezentował się Józef Przybyła, który mimo kontuzji nogi, był 14 w konkursie na dużej skoczni. Inni nasi reprezentanci wypadli znacznie poniżej oczekiwań.

Złoty skok Wojciecha Fortuny

Przed Zimowymi Igrzyskami w Sapporo (1972) liczyło się przynajmniej kilku skoczków. Fantastyczny sezon przedolimpijski miał Japończyk Yukio Kassaya, który zwyciężył w trzech z czterech konkursów rozegranych w ramach Turnieju Czterech Skoczni. Oprócz niego liczyli się Ingolf Mork z Norwegii, Szwajcar Walter Steiner, Fin Kaeykoe, skoczkowie z NRD i kilku innych. Jak miała pokazać historia nie oni jednak mieli sięgnąć po olimpijskie złoto. Tym razem miało ono polecieć do Polski. Wojciech Fortuna miał 19 lat i przed Sapporo nie odniósł w swojej karierze żadnego większego sukcesu sportowego. Więcej, nie był przewidywany do reprezentacji wyjeżdżającej do Sapporo. Trener kadry narodowej Janusz Fortecki wiedział o rosnącej formie swojego podopiecznego i zaryzykował. Ostatnie eliminacje przedolimpijskie odbyły się na Wielkiej Krokwi w Zakopanem i Fortuna je wygrał. Został włączony do reprezentacji Polski. Jak się miało okazać był to przysłowiowy "strzał w dziesiątkę". Już podczas konkursu na skoczni średniej zaprezentował się bardzo dobrze, zdobywając szóste miejsce. Zwycięzcą był wspomniany już wcześniej Yukio Kassaya, a pozostałe dwa medale zdobyli jego koledzy z reprezentacji Japonii: Akitsugu Konno i Seiji Aochi. 11 lutego 1972 r. miał być dniem kolejnego tryumfu japońskich skoczków. Ale na rozbiegu skoczni Okurayama pokazał się filigranowy chłopak z numerem 29 - Wojciech Fortuna z Zakopanego. Intuicyjnie i idealnie trafił w próg i poleciał na 111 m skoczni. Jego skok był nokautem dla całej elity najlepszych na świecie. Mimo krótkiego skoku w drugiej serii (zaledwie 87,5 m) i nerwowego lądowania Fortuna utrzymał i obronił tytuł mistrza olimpijskiego. Był to pierwszy i jak dotąd jedyny złoty medal olimpijski w historii polskiego narciarstwa, a zarazem setny medal w historii polskiego sportu.

W Innsbrucku i Lake Placid

Do Zimowych Igrzysk w Innsbrucku (1976) najlepiej przygotowała się ekipa Austrii. Na średniej skoczni w Seefeld zwyciężył jednak nie Austriak lecz Hans Georg Aschenbach z NRD po skokach na 84,5 i 82 m, wyprzedzając o niecałe 6 punktów - Johena Danneberga, a trzecie miejsce zajął Karl Schnabl - najlepszy z Austriaków. W drugim konkursie na dużej skoczni "Bergisel" odnalazł swoją formę Anton Innauer i Karl Schnabl. W pierwszej serii po pięknym technicznie skoku na 102,5 m objął zdecydowane prowadzenie. Schnabl skoczył krócej o pięć metrów, ale w drugiej serii pofrunął na 97 m i zdobył złoty medal. Miał dwa skok 97,5 i 97m i z notą 234,8 pkt zdobył upragnione olimpijskie złoto. Drugi był Innauer (skoki 102,5 i 91 m), a trzeci zawodnik z NRD - Henry Glass (91, 97 m), czwarty Jochen Danneberg z NRD (102, 89,5 m). Spełniły się więc marzenia austriackich kibiców o olimpijskim złocie, a zwycięscy skoczkowie austriaccy powędrowali na ramiona swoich wiernych kibiców. Polacy wypadli w Innsbrucku bardzo słabo. Start olimpijski zupełnie nie wyszedł Stanisławowi Bobakowi, który był dopiero 28, a jeszcze słabiej wypadli Pawlusiak i Krzysztofiak. Niemniej zawody olimpijskie stały na bardzo wysokim poziomie i pokazały wielkość skoczków austriackich, ale także i zespołu z NRD, który wywalczył złoto i srebro na skoczni średniej oraz brąz i czwarte, siódme i ósme miejsce na skoczni dużej.
W Lake Placid (1980) ponownie bardzo wysoką dyspozycję pokazali skoczkowie austriaccy. Na średniej skoczni olimpijskiej najdalej i najpiękniej skakał Innauer, drugi był Deckert z Niemiec, a trzeci skoczek japoński - Hirokazu Yagi. Dobre, dziesiąte miejsce wywalczył Stanisław Bobak, który po pierwszej kolejce był czwarty, ale drugi, krótszy skok zadecydował o jego lokacie. Na dużym obiekcie odbył się pojedynek Finów i Austriaków, z którego zwycięsko wyszedł Fin Youko Toermaenen, ze skokami na 114,5 i 117 m, przed Neuperem, a trzeci był kolejny Fin - Jari Puikkonen. Piotr Fijas zajął 14 miejsce po skokach na 107 i 101 m. Najlepszym skoczkiem Zimowych Igrzysk w Lake Placid okazał się Anton Innauer z Austrii.

Genialny Matti Nykaenen

Nazywano go "latającym Finem". Po latach jeden z zawodników powiedział: - Myśmy się uczyli skakania, a Nykaenen urodził się z tą umiejętnością. Matti Nykaenen jest jedynym skoczkiem, który w historii Zimowych Igrzysk Olimpijskich zdobył trzy złote medale. Stało się tak w Calgary w roku 1988. Skakał fantastycznie i wygrywał zawody z ogromną przewagą, która na średniej skoczni w Calgary wyniosła 17 punktów, a na dużej - 16,5 punktu. Z kolei w Sarajewie (1984) na skoczni Male Polje wygrał z wicemistrzem olimpijskim - Jensem Weissflogiem z przewagą 17,5 punktu, co jest największą różnicą pomiędzy złotym i srebrnym medalistą olimpijskim w historii tej dyscypliny. Warto dodać, że na średniej skoczni w Sarajewie świetną 7 lokatę wywalczył polski skoczek - Piotr Fijas, obecnie drugi trener reprezentacji polskich skoczków.
Lista jego sukcesów jest bardzo długa. Zdobył w sumie 5 medali olimpijskich - 4 złote i jeden srebrny. Na mistrzostwach świata zdobył aż 13 medali, w tym 5 złotych. Do Nykaenena należy także rekord wygranych konkursów Pucharu Świata - wygrał aż 46 razy, a 77 razy stanął na podium. Był też rekordzistą świata. Koniec jego kariery nastąpił równolegle ze zmianami w stylu skakania. Nykaenen nie potrafił sobie dać rady ze stylem "V". Karierę zakończył w 1991 r. po mistrzostwach świata w Val di Fiemme, gdzie na dużej skoczni zajął dopiero 50 miejsce. Dla tak wielkiego zawodnika wynik ten był straszliwą porażką. Skończył ze skokami, gdy miał zaledwie 27 lat.

Albertville w stylu "V"

Bohaterem skoków narciarskich w Albertville był młodziutki skoczek fiński Toni Nieminen, który na obydwu skoczniach olimpijskich stoczył porywający pojedynek z zawodnikami austriackimi. Na średniej skoczni zwyciężył Ernst Vettori, a kolejny z młodych - Austriak Martin Hoellwarth był drugi. Natomiast na dużej skoczni Nieminen był nie do pokonania. Jego skoki na 122 i 123 m były najdłuższymi w konkursie. Natomiast w konkursie drużynowym faworyzowani Austriacy przegrali olimpijskie złoto w konfrontacji z Finami. Najlepszym skoczkiem tej olimpiady okazał się Toni Nieminen, który zdobył dwa złote medale i jeden brązowy. Warto nadmienić, że Fin jest najmłodszym mistrzem olimpijskim w historii skoków. Gdy stawał na najwyższym podium w Albertville miał zaledwie 16 lat! Jedynym polskim skoczkiem w Albertville był Zbigniew Klimowski. Warto dodać, że na tej olimpiadzie święcił triumfy nowy styl skakania, zwany stylem "V". Skoczkowie skaczący stylem "klasycznym" nie mieli już szans i musieli się przestawić na zupełnie dla nich nowy styl skakania. Ci którzy nie potrafili musieli zejść ze sportowej areny.

Jens Weissflog i Espen Bredesen zwyciężają w Lillehammer

Jens Weissflog jest jedynym zawodnikiem w historii skoków narciarskich, który zdobywał złote medale skacząc różnymi stylami. W Sarajewie wyskakał złoto na skoczni średniej, wyprzedzając w klasyfikacji Matti Nykaenena. Gdy nastał styl "V" długo nie potrafił dać sobie rady z nowym sposobem skakania. Wielu mówiło, że Weissflog się skończył. I wtedy właśnie, po 10 latach od złotego medalu z Sarajewa, tym razem w Lillehammer, Weissflog zwyciężył na dużej skoczni. Mimo iż w pierwszej serii bardzo długim skokiem popisał się Bredesen - miał 135,5 m, w drugiej Weissflog pokazał wspaniała klasę i po locie na 133 metry zdobył olimpijskie złoto wyprzedzając Norwega o osiem punktów. Trzeci był Austriak Andreas Goldberger. Na średniej skoczni gospodarze Igrzysk liczyli na rehabilitację Norwegów. I udało się. Szczęście uśmiechnęło się do norweskich skoczków i w konkursie zwyciężył Bredesen przed Lasse Ottesenem, a brązowy medal zdobył Dieter Thoma. Dla Norwegów zwycięstwo Bredesena było tym bardziej cenne, że po raz pierwszy od 1964 r. norweski skoczek zdobył olimpijskie złoto. W konkursie drużynowym zwyciężyli Niemcy (Weissflog, Duffner, Thoma i Jaekle). Wielka tragedię przeżył skoczek Japoński Masahiko Harada, który nie wytrzymał presji i w drugiej serii skoczył tylko 97,5.Ten właśnie skok spowodował, że Japończycy musieli zadowolić się olimpijskim srebrem, a brąz wyskakali Austriacy.

Nagano i Salt Lake City

Zimowe Igrzyska w Nagano (1998) rozpoczęły się od konkursu skoków na średnim obiekcie. Złoto wywalczył Fin Jani Soininen, srebro Funaki, a brąz Austriak Widhoelzl. Na olimpijskiej dużej skoczni w Hakubie zwyciężył najlepszy w tym okresie skoczek japoński - Kazuyoshi Funaki. Skakał jak zwykle pięknie stylowo, ale i bardzo daleko. Skoki na 126,5 i 132,5 m dały mu zdecydowane zwycięstwo. Srebro wywalczył fiński skoczek Jani Soininen, a brąz po fantastycznym skoku na 136 m wywalczył kolejny Japończyk, Masahiko Harada. Rywalizacja drużynowa odbywała się w śnieżnej zamieci. Tym razem szczęście uśmiechnęło się do Japończyków, którzy zwłaszcza za sprawą fantastycznego skoku Harady na 137 m, osiągnęli złoto, przed zespołem Niemców i Austriakami. Spośród Polaków najlepiej w Nagano wypadł zakopiańczyk Wojciech Skupień, który na dużym obiekcie po skokach na 117,i 125,5 m zajął dobre 11 miejsce. Robert Mateja był 20. Kompletnie zawiódł Adam Małysz, który na obydwu skoczniach znalazł się poza czołową pięćdziesiątką najlepszych. W konkursie drużynowym Polacy wywalczyli ósme miejsce. Najlepszymi skoczkami Zimowych Igrzysk w Nagano okazali się: Kazuyoshi Funaki z Japonii - zdobył dwa złote medale jeden srebrny, Jani Soininen z Finlandii - złoto i srebro, a Japończyk Masahiko Harada - złoto i brąz.
Salt Lake City (2002) miało dla nas Polaków znaczenie szczególne. Wreszcie po 30 latach od pamiętnego skoku Wojciecha Fortuny w Sapporo mieliśmy nadzieje na olimpijski medal. Pokładaliśmy je w Adamie Małyszu, który wspaniale prezentował się w sezonie przedolimpijskim i był zwycięzcą Pucharu Świata w 2001 roku. Trener Apoloniusz Tajner wytypował do startu olimpijskiego sześciu skoczków: Adama Małysza, Roberta Mateję, Wojciecha Skupnia, Łukasza Kruczka, Tomasza Pochwałę i Tomisława Tajnera. 10 lutego odbył się konkurs na skoczni K 90. Sam Adam Małysz przed wyjazdem olimpijskim zapowiadał, że satysfakcjonuje go medal każdego koloru. W walkę Małysza z Hannawaldem zupełnie nieoczekiwanie wmieszał się młodziutki Szwajcar Simon Amman. On właśnie objął prowadzenie po pierwszej serii skokiem na 98 metrów, Hannawald był drugi - miał 97 m. Małysz osiągnął w pierwszej serii najdłuższy skok - 98,5 m, ale ledwo ustał lądowanie. Jak się później okazało lądował w miejscu upadku Noriaki Kasai i o mało co a nie upadł. Niestety sędziowie ocenili ten skok nisko. W drugiej serii Małysz miał świetny skok na 98 metrów, za który otrzymał nawet notę marzeń - 20 punktów. Hannawald po fantastycznym locie osiągnął 99 metrów (był to najdłuższy skok w konkursie), a Amman miał 98,5 m i zdobył olimpijskie złoto. A my po 30 latach mieliśmy olimpijski brąz.
Konkurs na skoczni K 120 był kolejnym pojedynkiem wielkiej trójki: Ammana, Hannawalda i Małysza. Bezkonkurencyjny okazał się po raz drugi Amman, zdobywając swój drugi złoty medal olimpijski. Tego dnia był zdecydowanie poza zasięgiem rywal. Natomiast bardzo zażarta była walka o srebro. Hannawald ciągnął skok tak długo, że za późno lądował i miał upadek. Spadł na czwarte miejsce. Drugi był Adam Małysz, a trzeci Fin Matti Hautamaeki. W konkursie drużynowym 0,1 punktu zadecydowało o zwycięstwie Niemców nad Finami. Polacy (Małysz, Mateja, Pochwała, Tajner) zajęli szóste miejsce. Na miarę oczekiwań. Kolejne Zimowe Igrzyska zostaną rozegrane w Turynie w roku 2006.


źródło: skijumping.pl 

 chirurg, narciarstwo, pulmonolog, łyżwiarstwo.
Serwis ma charakter informacyjny. Właściciel nie odpowiada za treść.
opony  netBOX - Systemy internetowe